Tak. Po jednej zimie nic nie osiadło ani nie popękało, mój względny poziom został zachowany.
Potrzebowałem miejsca na narzędzia i sprzęt na działce, ale bez wylewania pełnej płyty fundamentowej. Wybrałem garaż blaszany o wymiarach 4×5 m, z blachą na rąbek, drzwiami bocznymi i oknem.
Postawiłem na tańsze, ale solidne utwardzenie z płyt chodnikowych. Poniżej pokazuję dokładnie, jak to zrobiłem i ile mnie to kosztowało.
Na garaż czekałem trzy tygodnie. Płaciłem całość dopiero po montażu, więc nie było stresu z zaliczkami.
Najpierw wyznaczyłem dokładny wymiar pod konstrukcję. Zabrałem wierzchnią warstwę ziemi i sprawdziłem poziom gruntu. Teren mam lekko pochyły, więc od początku wiedziałem, że będzie trochę zabawy z poziomowaniem.
Grunt ubiłem ręcznym ubijakiem. To ważny etap – bez tego wszystko po zimie mogłoby się rozjechać. Po zagęszczeniu zamówiłem materiał:
około 2,5 tony piasku
około 2,5 tony żwiru
Cały żwir wysypałem bezpośrednio na ubity grunt. Warstwa była dość konkretna. Co chwilę sprawdzałem poziom. Następnie wszystko dokładnie ubiłem i zasypałem piaskiem, który miał wyrównać powierzchnię pod płyty.
Na przygotowane podłoże zacząłem układać płyty chodnikowe 50×50 cm. Jedna waży sporo, więc to robota siłowa. Łącznie użyłem około 80 sztuk. Każdą płytę dopasowywałem osobno, kontrolując poziom i w razie potrzeby podsypując piasek.
Wokół całości ułożyłem krawężniki. Dzięki nim wszystko trzyma się w ryzach i nie rozjeżdża na boki. Przy pochyłej działce część krawężników bardziej wystawała, więc później obsypałem je ziemią, żeby całość wyglądała estetycznie.
Pracowałem etapami przez kilka dni. Ciągłe ubijanie, poprawki, kontrola kąta prostego. Na końcu zasypałem fugi piaskiem i jeszcze raz sprawdziłem stabilność całej powierzchni.
Po trzech tygodniach przyjechała ekipa z konstrukcją. Wybrany garaż blaszany miał blachę na rąbek, drzwi boczne i okno. Montaż przebiegł bez problemów i zamknął się w kilka godzin.
Po ustawieniu konstrukcji przyszedł czas na kotwienie. W siedmiu miejscach nawierciłem otwory w ramie i w płytach betonowych. Wbiłem tam około metrowe odcinki grubego drutu stalowego, a końce zagiąłem. Dzięki temu konstrukcja jest solidnie związana z podłożem.
Po jednej zimie wszystko trzyma poziom. Nic nie popękało, płyty nie osiadły, a w środku jest sucho i czysto.
Po deszczach brzegowe płytki potrafią być lekko namkonięte, bo przejmują wilgoć.
Po zakończeniu głównego etapu dołożyłem jeszcze kilka elementów. Obok garażu zebrałem ziemię, ułożyłem folię i wysypałem kamień. Dzięki temu powstała wygodna strefa wejścia i mała powierzchnia robocza. Nie wchodzę już do środka po trawie czy błocie.
Dodatkowo sam zamontowałem rynny. Oferta producenta była znacznie droższa, a montaż we własnym zakresie wyszedł mniej więcej o połowę taniej.
Najważniejsze liczby wyglądają tak:
80 płyt betonowych x 16 zł = 1280 zł
piasek i żwir z transportem = około 450 zł
Łączny koszt utwardzenia terenu: 1730 zł.
Garaż kosztował mnie 8000 zł.
Nie liczę tu robocizny, bo wszystko robiłem sam. Przy zleceniu firmie cena byłaby znacznie wyższa.
Dla mnie kluczowe było to, że nie musiałem inwestować w wylewaną płytę betonową.
Po roku użytkowania mogę powiedzieć, że to ciekawa alternatywa dla droższych fundamentów. Podłoże jest stabilne, w środku czysto, a całość nie generowała ogromnych kosztów. Przy dobrej podsypce i zagęszczeniu taka baza spokojnie wytrzyma lata.
Postawienie garażu blaszanego na płytach chodnikowych to dla mnie realna oszczędność. Klucz to dokładne przygotowanie gruntu i cierpliwe poziomowanie. W garażu planuję zamontować webasto i odzysk ciepła, a o efektach opowiem w innym wpisie.
Mój koszt utwardzenia 4×5 m zamknął się w 1730 zł. Po jednej zimie wszystko trzyma się stabilnie, a garaż spełnia swoją funkcję bez problemów.
Łącznie około 1730 zł za płyty, piasek i żwir z transportem. Robocizna była własna.
Nie zawsze. U mnie przy dobrze ubitym gruncie i płytach chodnikowych konstrukcja jest stabilna.
Tak. Po jednej zimie nic nie osiadło ani nie popękało, mój względny poziom został zachowany.